czwartek, 25 kwietnia 2013

dieta, ćwiczenia, encanto cd, serum Lemon z Biochemii Urody

Witajcie, wybaczcie długą przerwę, obiecuję że przez weekend majowy nadrobię :)
cd mojej diety- ostatnio troche leży w gruzach ze względu na ciepłą pogodę ->lody...

ćwicze dalej z Ewą Chodakowską, głównie killera (lubię to, że ma tylko 3 rundy, bo turbo ma aż 9, a to mnie trochezniechęca. sklapel też fajny- nie spoci się przy nim, ale czuć mięśnie następnego dnia, więc nie rozumiem ludzi, którzy mówią że skalpel jest łatwy- jeśli robi się go odpowiednio czyli tak, żeby czuć ćwiczenie, to myślę że też jest świetny. killer i turbo to typowe interwały, spoci się przy nich człowiek ,zmęczy, ale po kilku godzinach nie czuje sie ćwiczyło.
Cd Mel B- próbowałam brzuch i nogi- słabiutkie jka dla mnie, nie ma po co robić. zaraz zrobie sobie jej ramiona i pośladki, i skalpela może ;)
cieszę się, bo 29.04 wychodzi z SHAPE'm  kolejna płyta Ewy :D jak zdobędę- opisze wrażenia ;)

Cd encanto- efekt dalej jest, już nei są to proste strąki, lekko się na końcach zafalowuja, i cóż, trzeba się przy nich troche namęczyć- tapirowanie , układanie, nie to co kręcone, na dodatek musze myć codziennie, bo sie przetłuszczają...ale i tak jestem zadowolona. :)

No, a teraz czas na kolejnyz moich wymysłów, czyli serum Lemon z biochemii urody :)
Jak na razie nei będzie mojej oceny o nim, bo mam go dopiero 3 dni, ale opiszę jak wygląda itd.
Otórz, tradycyjnie wynalazła go moja koleżanka z klasy. zamówilyśmy sobie obie te serum wraz z żelem hialuronowym (w tym połączeniu serum nie zapycha i lepiej się wchłania)- ona z 1%-owym (zawiera wielkocząsteczkowy kwas), ja z 2%-owym kwasem hialuronowym  (ma wielko- i małocząsteczkowy kwas. ten małocząsteczkowy ma większe powinowastwo do naskórka, więc lepiej i głębiej się wchłania,a wraz z nim składniki odżywcze).


paczka z całą zawartościa:

istne labolatorium:
 gęsty, bezbarwny zel hialuronowy 1%
 żel hialuronowy 2%:  żel 1%-owy w słoiczku zmieszać z proszkiem 1%-owym kwasu małocząsteczkowego






 oto 1%-owy zel hialuronowy...


o


olejek bazowy do olejku lemon

buteleczka ze skraplaczem

 kwas salicylowy
 olejek z pietruszki (choc właściwości oleju to wgl nie ma...)
 olejek o jakiejś dziwnej nazwie :P


połączyłam te wszystkie olejki i ....czekam na efekty ;)


piątek, 12 kwietnia 2013

encanto+ body wrapping

Tak jak już wcześniej wspominałam, wczoraj miałam wykonywane Keratynowe prostowanie włosów kosmetykami encanto brazil. najpierw opisze jednak body wrapping, który wykonywałam sobie jakieś 2h temu :)

BODY WRAPPING

Body wrapping (lub body wrap) polega na dwóch czynnościach. Pierwsza to wmasowanie w skórę modelującego, ujędrniającego lub antycellulitowego środka. Wybór jest olbrzymi (i to z naszej stronny główny koszt przedsięwzięcia), bo zakupić do zabiegu możemy któryś z kremów, żelów i olejków, zawierających rozmaite substancje czynne: minerały, morska sól, witaminy, algi, olejki eteryczne itd.
Druga część kuracji, to owinięcie ciała folią spożywczą. Owija się albo całe ciało, od szyi po palce stóp, albo pojedyncze jego partie. Zabiegowi poddawać można każdą część ciała, nawet wybiórczo (można potraktować jedynie talię, jeśli tylko obwód w pasie nam się nie podoba). Silny ucisk wywołany owinięciem pobudza krążenie, a ciepło otwiera pory. Dzięki temu substancje aktywne z kremu czy żelu głęboko wnikają i lepiej działają niż takie zwykłe posmarowanie skóry. Celem zabiegu jest pobudzenie krążenia krwi i limfy, a przez to - wyszczuplenie, wygładzenie, zredukowanie cellulitu, poprawa stanu skóry.

No, to właśnie teoretyczna częsć. niestety, mało jest informacji o tym sposobie w "polskim" internecie, a jeśli jż sie pojawaiją, to same pozytywy. znaczące efekty widać nawet po 2 miesiącach stosowania 2 razy w tygodniu! Więc i ja dzisiaj postanowiłam spróbować :)

Nie wykonywałam na początku żadnego peelingu bo bałam się, żeby nei zaczęła mnie piec skóra. od razu więc nałożyłam na całe nogi papkę (na razie nie zaopatrywałam się w żaden kosmetyk do body wrappingu. najbardziej polecane i chyba najlepsze są te z BingoSpa, zapewne kupię sobie koncentrat algowo- kofeinowy, czy jakoś tak on się nazywa:P), która składała sie ze składników polecanych do własnych mieszanek do domowego zabiegu, czyli: kawy, cynamonu i antycellulitowego balsamu . na 1 nogę zużyłam tak z 2 łyżeczki fusów z kawy, wcześniej zaparzonej( 2 łyżeczki kawy w małej ilości wody), ok. łyżeczki cynamonu i trochę balsamu antycellulitowego. nakładając papkę, oczywiście ubrudziłam moją zieloną wykładzinę... następnie każdą z nóg zawinęłam sama, bo nie mialam nikogo do pomocy. lewą nogę ofoliowałam mocniej niż prawą, i obie zbyt słabo wokół kolan. ofoliowana wskoczyłam pod kołdrę i leżalam chyba z 1,5h. potem zdjęłam folię w łazience, zmyłam zaschniętą kawe wykonując jednocześnie peeling.  zobaczymy jakie będa efekty ;)


KERATYNOWE PROSTOWANIE

Wpadłam na nie oczywiście grzebiąc w wątkach o włosach. zachęcona poczytałam o tym, głównie blogi, i zdecydowałam sie na keratynowe prostowanie :) różni się ono tym od chemicznego, ze nie jest ono na zawsze (tylko na ok. 3-6 miesięcy, w zależności jak dbamy o włosy i w jakim są stanie), a włosy po zabiegu są w lepszym stanie niż przed! prostowanie można wykonać w salonie( koszt 300 wzwyż....) lub w domu, duużo tańszym kosztem. są różne firmy oferujące kosmetyki do keratynowego prostowania, jak np. Glogal Keratin, czy właśnie Encanto Brazil. Zdecydowałam się na encanto, ponieważ jest ono popularniejsze, łatwiej dostępne, i nie ma jakiś restrykcyjnych zakazów jak np. niezakładanie włosów za ucho, niewiązanie, spinanie, czy niemycie włosów przez 3 dni...
oryginalny zestaw encanto to 3 kosmetyki po 230 ml bodajrze: szampon, keratyna i  odżywka. można oczywiście na allegro zamówić odlewki po 50ml, koszt to ok. 65zł.
Wcześniej musialam zadbać o suszarkę z zimnym nawiewem i prostownicę nagrzewającą się do 230stopni. nie miałam zadnych z tych rzeczy, więc pożyczyłam od koleżanek. wcześniej przygotowałam wszystko:  miskę z wodą,. kilka ręczników, coś do zatkania szparek w drzwiach (na wypadek smrodu- czyli rozchodzących się oparów formaldehydu, który niestety jest w encanto....), pędzelki, miseczki, rękawiczki, 2 suszarki (żeby nie przegrzać żadnej), prostownica, maseczka na twarz, spinki, no i kosmetyki. zaczęłyśmy o 9.00 (zabieg wykonywała mama :)). najpierw 3 lub 4 razy umyłam włosy tym szamponem, by dobrze je domyć. odcisnęłam dobrze. potem było nakładanie keratyny. zarzuciłam sobie ręcznik na tył pleców. mama zurzyła całakeratynę, a włosy wcale nie były jakieś nią ociekające... poczekałyśmy 10 min, mama nałożyła pozostałą keratynę na końcówki, poczekałyśmy 5 minut i... suszenie. do sucha, przez godzinę. niektórzy pisza, że zapach formaldechydu tak drażni, że muszą mieć wilgotny ręcznik na twarzy. szczerze poweidziawszy, to mnie bardziej drażniło przy nakładaniu keratyny...po całkowitym wysuszeniu (1h!)przyszedł czas na prostowanie. pasmo po paśmie, 6-7 razy...tu też nic nie drażniło. na prostownicy został brązowy proszek, zresztą gdy podczas suszenia próbowałam rozczesywać nieco włosy( były posklejane w grubsze pasemka, które wewnątrz były jeszcze mokre), to też laciało dużo tego białego proszku. potem mama nałożyła odżywkę, która była dużo gęstsza od wodnistej kearyny. też zużyła całą, ale włosy nią ociekały. poczekałyśmy 15 min i poszłam zmyć "50% odżywki". wydawało mi się to oczywiste i łatwe, ale... niestety. gdy polałam włosy tak holistycznie, to zmyłam moze te 50%, ale tylko z zewnętrznych włosów, podczas na tych spodnich wartwach prawdopodobnie było 100%. skończyło się tak, że polałam te włosy wodą, chwileczkę dosłownie, a potem odcisnęłam w ręczniku, a którym pozostało sporo odżywki. i potem znów suszenie, znów do sucha, tym razem trwało dużo  krócej. i znów prostowanie.

 cały zabieg trwał od 9.00 do 14.30, mam 30-centymetrowe włosy.
Efekty? hmm :) włosów "zrobiło się" znacznie mniej, dopiero zobaczylam jak ich jest mało, jak są cienkie. są gładziutkie, proste jak druty, i, niestety, troche przylizane i sklapnięte. i jakie lśniące! zupełnie nie jak po prostowaniu! jak z reklamy! (za wyjątkiem końcówek- które idą do obcięcia, bo sa troche powyginane, i odstają.  jka na razie jestem zadowolona :D mam nadzieję że efekt się utrzyma (niektórym zabieg już po 1. umyciu się wypłukuje, bo albo został źle przeprowadzony, albo używał feralnych kosmetyków... mam nadzieje, że te kosmetyki były oryginalne, w sumie zamawiane od użytkownika z allegro, o którym dziewczyny z wizażu pisały, że sprzedaje oryginały- czyli od laobera).

jak na razie jestem zadowolona z efektu :) zobaczymy jak włosy będą sie zachowywały po pierwszych myciach :)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

różności

Wybaczcie za długą nieobecność, ale mialam troche intensywne dni, jak to nastolatka :) notke pisze do was ze szkoły. chcialabym pokazac wam dzis co sobie ostatnio kupilam, co wczoraj zjadlam na podwieczodek i moje lakiery do paznokci:)
otórz, od wczoraj juz tak na powaznie zaczelam diete. bede cwiczyla z Chodakowska 4razy/tydzien+1raz/tydzien joga. dieta-1500kcal, 5 posilkow dziennie w wyznaczonych godzinachh, z moim wlasnym wyliczonym jadlospisem uwzgledniajacym, co lubi moja krew :) otorz jest prawdopodobienstwo 3:1 ze mam grupe krwi A, z czego jestem mega szczesliwa , bo oznacza to ze moja krew 'lubi' roslinki :D niepociwszona jestem, ze moge tyc po nabiale, niekoniecznie sluza mi tez pomidory, kapusta, ale za to moge chudnac po brokulach, oliwie z oliwek, pesfkach dyni, pieczywie razowym, lososiu czy makreli :D niestety, ale aby uzupełnić bialko, musze jesc nabial. ogolnie moj jadlospis nie opiera sie tylko na kalloriach, ale tez na ilosci weglowodanow,tluszczy i blonnnika. . siadłam pare godzin nad tym zeby ulozyc jadlospis na 6 dni, i to nieuwzgledniajacy obiadow mamy ani miesa... dodam wiec zdjęcie mojego podwieczorku :)

czyli sałatka: 3 liście pekińskiej, pomidor, łyżka oliwy, 5 oliwek, 2 kromki wafdli ryżowych, jajko. razem ok. 239 kcal, 12,5 g białka, 32,7g węglowodanów, 16,1g tłuszczy i 6,1g błonnika. tzn. w tym wyliczneiu nie uwzględniłam oliwek :)



Pokażę też jakie suplementy biorę:
W maju ubiegłego roku zrobiłam sobie analizę żywej kropli krwi (a o tym też kiedyś bedzie notka :)) i wyszło, że mam duże niedobory cynku i magnezu. pewnie mam je nadal, więc zaopatrzyłam się w magnez (ok. 10zł), cynk (ok. 15zł). do tego mam badziewne włosy, rozdwajające paznokcie, a kolażanka mi poleciła, więc kupiłam silicę. niedługo potem, może już tydzień po, paznokcie przestały się łamać, i w końcu wyhodowałam troche dłuższe! :D

A tu macie lakiery, których chciałabym sie jakoś pozbyć, bo wole żywe kolory ;P
no dobra, moze oprócz tego disco ;P

W niedzielę byłam na zakupach- i pokupiłam sobie trochę w Rosmannie.


-serum Eveline $d- antycellulitowe- jest promocja, z 20zł na 16, a że ma dobre opinie na wizażu, i chciałam do diety i ćwiczeń dołożyć jakiś krem i jeszcze body wrapping, więc kupiłam :)

- szampon Babydream- akurat promo, z 5 na 3,50zł. przyda się- będę nim myła włosy po Encanto (które robie jutro, korzystając, że bedzie ładna pogoda- oczywiście potem recenzja :))

-biomaseczka do skóry głowy dermaglin-z glinką zieloną kambryjską, olejkiem jojoba, proteinmi jedwabiu. od razu opisze:
16zł za 70g. niezbyt wydajna. używałam jej dopiero raz. ma kolor szary, jest w tubce, szybko zasycha. wciera sie ją w skóre głowy, trzyma 20-30mini  zmywa. włosy po nałożeniu jej (na skutek zasychania) staja sie sztywne. potem zmywa się ją dokładnie (ja zrobiłam tak, że umyłam włosy born to bio, ale 2 razy, czyli tak niedokładnie, czułam że są niedomyte. nałożyłam tą glinkę, zmyłam, a potem już włosów nie myłam szamponem, tylko nałożyłam maske matrix i zmyłam ją. i tu chyba błąd, że nie umyłam ich szamponem po zmyciu glinki- od razu po odciśnięciu w ręczniku i podczas przeczesywania wydawały się grube, ciężkie, sztywne. obudziłam się z własami  jakby utrwalonymi pianką, bardzo ładnie pokręconymi jak na moje włosy, sztywnymi, z uczuciem, jakbym czegoś nie zmyła, troche tłustymi. także w 10% rzetelnej opiniii nie wydam ;)

-pojemnik na płyny- przyda się do moich mikstur, które lubie robić np. do ciała czy twarzy.

-pilniczek-polerka, z 4 różnymi powierzchniami wygładzającymi, bo mam bardzo nierówną płytkę paznokciową

-maseczka z barwy

-maseczka z ziaji

I tu mój błąd. niestety, przy Rossmanie gubiło się wi-fi, więc nie mogłam znaleść opinii o maseczkach nad jakimi się zastanawiałam (dermaglin, perfecta, tołpa, nivea, barwa, ziaja, soraya- wszystkie oczyszczające do cery tłustej, trądzikowej). wybrałam więc te, a po sprawdzeniu na wizażu okazało się, że z tych wymienionych sa najgorsze ;/ najlepsze są z dermaglinu, soray'i i tołpy...


A, będąc w Empiku, złapałam za książkę Ewy Chodakowskiej, cyknęłam pare fotek, i znalazlma jedną z nich ;)


I znów porcja motywatorów :)




do jutro (zapewne) :)

piątek, 29 marca 2013

włosy-cd

Witajcie znów :)

ostatnie moje "włosowe" przygody zakończylam na opisywaniu mojej wizyty u trychologa. a co było potem?
używałam kosmetyków zgodnie z zaleceniami, na tą wizytę po 3 miesiącach nie pojechałam. jak już wcześniej wspominałam, tonik skończył sie po 3 miesiącach, maska w grudniu, czyli po pół roku, a szampony chyba gdzieś pod koniec stycznia. Maskę Matrix mam nadal, i będę ja miała dłuuugo :)

Jakie szampony kupiłam sobie potem?
Postawiłam na naturę- chciałam szampony z certyfikatami, tak jak wcześniej- 1 przeciwłupieżowy, drugi do włosów przetłuszczającyh się. w końcu wybrałam 2 z certyfikatami z Ekocertu, wyniosły mnie 60zł z przesyłką. było to chyba 1 z najtańszych opcji ;P

 Born to bio- szampon do włosów przetłuszczających się

Pojemność: 300 ml
certyfikaty produktu: Ekocert, cosmetique Bio

Opis produktu

Kremowy szampon o delikatnej formule i naturalnym zapachu, bogaty w sole mineralne i witaminy.

Szampon Born to Bio do włosów przetłuszczających się stworzony jest na bazie witaminowego kompleksu roślinnego, który ma działanie remineralizujące.  Odżywia i oczyszcza strukturę włosa.

Twoje włosy staną się błyszczące i łatwe do rozczesania.

Skład
Aqua (Water), Ammonium lauryl sulfate, Pseudotsuga menziesii (Balsam Oregon) water*, Cocamidopropyl betaine, Coco-glucoside, Inulin, Glycerin, Sodium chloride, Sodium pca,  Water (and) Glycerin (and) Urtica dioica (Nettle) Extract* (and) Adiantum capillus veneris leaf extract (and) Nasturtium officinale extract *(and) Citric acid, Benzyl alcohol and dehydroacetic acid, Lauroyl lysine, Dehydroxanthan gum, Hectorite, Xanthan gum, Potassium sorbate, Lactic acid, ORBIGNYA OLEIFERA (BABASSU) SEED OIL, Citrus medica limonum (Lemon) peel oil*, Rosmarinus officinalis (Rosemary) leaf oil*, Limonene.

*) 98,9%  składników pochodzenia naturalnego

*) 10,5%  składników pochodzących z upraw organicznych

Testowany dermatologicznie.


Moje wrażenia:
Do zakupu tego szamponu zachęciły mnie oczywiście certyfikaty. cena również jest przystępna jak na naturalny kosmetyk. jeśli chodzi o szampon to: zapach nie nalezy do zbyt przyjemnych, ciężko go zdefiniować. konsystencja dość wodnista, mętna. wygodne opakowanie, nie trzeba się męczyć z wyciśnięciem. w użytkowaniu- jak każdy naturalny kosmetyk- nie jest przyjemny. moje przetłuszczające się włosy potrzebują trzykrotnego, czasem nawet 4-krotnego umycia nim, abym czuła, że są czyste, domyte, więc nie starczy mi już na pół roku jak te trychologiczne "chemie". ponadto nie utrzymują się zbyt długo- na 3. dzień już nadają się do mycia. kiepsko się pieni. według mnie jest tym gorszym szamponem obok przeciwłupieżowego Eubiony, którego używam na zmianę z tym.




Eubiona- szampon przeciwłupieżowy

pojemność: 200ml

certyfikat: Ekocert

Opis produktu

Z wyciągiem z brzozy oraz liści oliwki.
Wyciąg z brzozy ma doskonałe działanie wzmacniające skórę głowy oraz pielęgnujące włosy. Wykorzystanie ogromnych możliwości liści oliwki ustanowiło nowe standardy w kosmetyce naturalnej. Ten delikatny szampon nadaje włosom wspaniały połysk. Wolny od PEG, sztucznych zapachów, barwników i konserwantów. Delikatna formuła dla wrażliwej skóry.

Skład
water hydroalcoholic of birch*, lauryl glucoside, gentle tenside, coco-glucoside, birch extract*, olive leaves extract*, gentle tenside, plant glycerin, ethyl alcohol, sea salt, natural humectant sodium PCA, mix of essential oils, natural humectant sodium lactate, milk acid, limonene, linalool, citronellol
* składniki z rolnictwa ekologicznego

100 % składników jest pochodzenia naturalnego
10,2 % wszystkich składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego
97.6 % składników roślinnych pochodzi z rolnictwa ekologicznego

Moja opinia:

 szampon w poręcznym, wygodnym opakowaniu. ma przyjemny, świeży zapach trawy cytrynowej(tak bynajmniej mi się kojarzy). konsystencja gęstego żelu-galaretki żółtego koloru. oczywiście, nie pieni się tak fajnie jak chemiczne szampony, ale i tak łatwo jak na naturalny kosmetyk (lepiej niż wyżej wspomniany Born to Bio). Dobrze domywa włosy już po dwukrotnym umyciu. włosy są dłużej świeże niż po Born to Bio, wg mnie ogólnie jest lepszy od niego. ale to chyba jeszcze nie jest mój ideał...



 A więcej o naturalnych kosmetykach i organizacjach certyfikująchych, sprawdzających ich jakość, możecie poczytać tu:

http://www.zdrowe-kosmetyki.pl/certyfikaty.php




Także, jak widzicie, w ideały jeszcze nei trafiłam :) jak mi się skończą te, wypróbuję kolejne naturalne szampony, delikatne, jeszcze poprubuję dziecięcych bo.... będe robiła Encanto! tak, tak, keratynowe prostowanie! :D mam nadzieję ze się uda, zrobiłabym je już dawno, ale jako ze jest  kiepska pogoda, a nie da się robić tego zabiegu w zamkniętym pomieszczeniu- czekam do wiosny, a bynajmniej lekkiego ciepła, zeby mi keratyna nie zamarzła na włosach ;)


zaraz może kolejna notka... ;)


idzie wiosna!

Mamy już kalendarzową, hmm do tej za oknem niestety trzeba będzie jeszcze poczekać...
Ale, mimo to, już postanowiłam, że zrobię cos ze sobą, bo przez zimę za dużo sobie pozwoliłam, wskazówka wagi przekroczyła koszmarną granice, a odbicie w lustrze przeraża...
Biorę się kompleksowo- ćwiczenia Ewy Chodakowskiej i dieta (którą wprowadze po świętach, bo nie dam rady diety utrzymać przez święta ;)). do tego będę stosowała jakieś kosmetyki antycellulitowe i ujędrniające (wpadła mi w ręce świetna książka "ziołowa księga urody" wyd. Publicat- na pewno coś  z tamtąd zaczerpnę, i na pewno podzielę się tu :))
Gdy już wszystko wprowadzę w życie- opiszę tu, jak się do tego zabrałam, co ustaliłam etc. i oczywiście, opisze efekty ;)

a teraz dawka motywatorów dla was :)





Sama sobie niedługo je pordukuję (jka wymienię tusz w drukarce, i będę zmieniać co pewien czas :) może i trzeba się pomęczyć przez pewnien czas, ale efekty i satysfakcja przebijają wyrzeczenia ponad miarę!
trzymajcie kciuki, i ja też trzymam za wszystkie dziewczyny które chcę wyglądac jak te wyżej :) powodzenia, wytrwałości i zadawalających efektów życzę... nam :)

wtorek, 19 marca 2013

moja wizyta u trychologa.

Witaj po raz 2. :) dzisiaj opisze wam co wymyśliłam z moimi włosami w czerwcu ubiegłego roku :P
Najpierw opisze swoje włosy: są brązowe, kręcone, ale nie taki spreżyneczki, tylko takie kręcone od 3/4 długości. Skoro kręcone, to takze skłonne do "niszczenie się". Mam też skłonność do łupieżu. Do tego wszystkiego przetłuszczają się. Myję je kiedy tego potrzebują, czyli co ok. 3-4 dni. w 1. nawet ładnie sie układają, w 2. jako tako, ale potem to już wieeelka szopa na głowie. po prostu mają skłonność do puszenia się (moze kiedyś zrobię zdjęcie jak wyglądajaw 1. dniu i jak w kolejnych :P).
Jak widzicie nie mam łatwo z tymi moimi włosami... AL
Ale do rzeczy.
Jeszcze przed rokiem miałam długioe włosy- wyrwany i wyprostowany włos miał o. 50cm, sięgały mi powyżej środka pleców. były meeega zniszczone, końcówki okrutnie porozdwajane, sianowate jeszcze bardziej niż teraz po 3. dniu od mycia włosów ;P Nie wiem, jak wtedy mogłam z takim "czymś" chodzić na głowie...A właściwie dlaczego chodziłam? Bo całe życie miałam długie włosy- nigdy nie ścięłam ich, najwyżej podcinałam troche końcówki, i tyle.. w sumie to do tamtej pory fryzjera nie widziały.... ;O Bo zawsze to mama podcinała mi końcówki albo ja sama. Więc były w stanie opłakanym...
Aż w kwietniu mama kupiła Avanti. był artykuł o dbaniu o włosy, wywiad z trychologiem z Hair Labu w Warszawie. Dla niewiedzących- trycholog to specjalista, który zajmuje się chorobami skóry głowy i włosów. Dopiero wtedy zorientowałam się, jak straszne mam włosy.... Dopiero wtedy im się przyjrzałam! I chociaż wywiad dotyczył głównie wypadania włosów (bo trycholodzy głównie tym się zajmują, choć nie tylko) stwierdziłam, ze muszę na taką wizytę do trychologa iść. Mama od razu próbowała wybijać mi to z głowy- że pójdzie na to dużo kasy, i że nic mi to nie da. Tak wgl, to pisałam nawet na forum Hair Labu o tym w jakim stanei są moje włosy i czy podlegają leczeniu trychologicznemu. Dostałam odpowiedź, że wręcz wskazane jest wykonanie badania kamerą trychologiczną, bo prawdopodobnie mam łojotok.  Ja jednak uparty osiołek, postawiłam na swoim. "wojowałam się"z mamą do czerwca, w końcu zawzięcie postawiłam na swoim i 26.06 (wtorek) na własną rękę pojechałam do Warszawy :P.  Gdzie byłam umówiona do trychologa? no do Hair Labu, oczywiście, na 13.00 :) jako że mam ciotkę w Warszawie (notabene, która ma swój salon fryziersko-kosmetyczny na Grójeckiej) pomogła mi tam dotrzeć i była ze mną w trakcie wizyty.
Gabinet mieści się w bloku, na parterze. są to tak jakby 2 osobne lokale- po lewej Hair Gold (odłam zajmujący się perukami), a po prawej Hair Lab. weszłyśmy, zaczekałyśmy przy herbacie na panią trycholog. w końcu przyszła pani Magda- przemiła pani :) Przeszłyśmy do Hair Goldu. Siadłyśmy przy biurku, opowiedziałam, że: moje włosy przetłuszczają się, są skłonne do łupieżu, są zniszczone i porozdwajane, trochę wypadają i wgl nie rosną (fakt! pomimo że włosów nie ścinałam- ich wcale nie przybywało!). Pani Magda stwierdziła, że musze koniecznie ściąć włosy, bo są one tak zniszczone, że po prostu się kruszą i ich nie przybywa. i że gdy je zetnę będę miała piękny, naturalny skręt, a nie siano. Potem było badanie mikrokamerą trychologiczną. To, co zobaczyłam, to był szok! włosy myłam wcześniejszego dnia popołudniu, a skóra głowy wyglądała tak, jakby mi ktoś wylał na nią olej! Tragicznie! cebulki z przodu głowy stały w kałużach łoju! O blee... a przecież myłam włosy dzień wcześniej.. to ja nie wiem, co na głowie się działo, jak włosów np. nie myłam 3 dni... o.O Szok, po prostu szok. Na długości też było niewiele lepiej- moze tak z 5cm od skóry głowy włosy nie były tak tłuste... Stwierdziła, że mam łojotok graniczący z łojotokowym zapaleniem skóry. Potem wyrwała kilk włosów z różnych partii głowy i przyjrzała się ich celbulkom, długości, końcówkom. Włosy ok, nie maja żadnych modyfikacji w cebulkach, wszystko z nimi dobrze. końcówki, oczywiście, porozdwajane. Zauważyła, że mam też baby hair (czyli równy rząd włosów nad czołem, tych króciutkich), czym była zdziwiona, bo takie coś mają... matki po urodzeniu, kiedy regulują im się prace hormonów! Stwierdziła, że przydałoby się mi  uregulować hormony, pytała czy mam regularną miesiączkę, czy biorę jakieś leki anty itp. Zapytała, czy mam badania tsh (hormony tarczycy) i morfologie. oczywiście, wcześniej zrobiłam te badania, wyniki byly wzorowe. W tamtym czasie, o głupoto bądz pozdrowiona, na moje siano walnęłam sobie wiśniową płukankę.. o.O szczerze powiedziała, że ten kolor mi nie pasuje, pasuje mi mój naturalny brąz, i że natura wie co robi, że mnei takim obdarzyła :) i że jeśli przyjdzie mi taki pomysł na malowanie włosów, to żeby zmieniać kolor włosów tylko o 2 odcienie- będzie naturalnie i ładnie :) I to taka uniwersalna prawda do wszystkich. Kolejna uniwersalna prawda dot. mycia włosów. Horrendalnym błędem jest mycie włosów z głową pochyloną do przodu, bo: po 1. zanieczyszczenia z włosów ściekają na twarz i mogą powodować trądzik (heh, mam ;/), a po 2.- podczas takiego mycia włosy się przewracają w cebulkach- ponieważ naturalnie włosy rosną "do tyłu" (ehh, może pokaze na zdjęciu jakimś jak znajdę takowe :P). a to nie jest dla nich miłe ani zdrowe. naprawiłam ten kardynalny błąd i teraz albo mama myje mi włosy (kucam tyłem do wanny), albo ja sama, albo w trakcie prysznicu myję włosy.
Wracajac do wizyty- chciałam też zrobić badanie pierwiastkowe włosów (więcej np. tu:  http://www.biomol.pl/), która kosztowała by mnie 300zł, ale jako ze włosy muszą być niefarbowane lub z odrostem co w przypadku szamponetki jest niemożliwe, nie wykonywałam badania.
Wizyta trwała ok. 1,5h, może 2h, nie pamiętam już. na koniec pani Magda zaproponowała mi kosmetyki do moich włosów. Jako że Hair lab jest wyłącznym dystrybutorem kosmetyków Simone Trychology (i, nie powiem, to 1 z głównych czynników dlaczego "napaliłam się" na wizytę u trychologa), wykupiłam wszystkie.
te kosmetyki to:
-szampon do włosów przeciwłupieżowy
- szampon do włosów przetłuszczających się
- maska oczyszczajaca do skóry głowy (wcześniej pani Magda stwierdziła, ze mnie nie wypuści bez niej :P)
- tonik-wcierka przeciwłupieżowy
Do tego miałam sobie dokupić maskę Matrix Biolage Hydraterapie (fioletowa).
Cd kosmetyków i ich używania (dostałam dokładną instrukcję)- szampon przeciwłupieżowy, jeśli już miałam się decydować na zakup kosmetyków Simone, to miał być ten "podstawowy" tzn. jeśli już to miałam używać albo samego przeciwłupieżowego, albo przeciwłupieżowego i przeciw przetłuszczaniu na zmianę. Sam przeciw przetłuszczaniu za bardzo by wysuszał, bo jest silniejszy. Szampon miałam trzymać na skórze głowy 5 minut, wykonując max. 2-minutowy masaż skóry głowy.  Maska na skórę głowy- ponoć geanilna, miałam przez pierwsze 2 tyg. używać co 4 dni (a nakładało się ją tylko na skórę głowy, trzymało 15 minut a następnie zmywało), a następnie raz na tydzień. Maska do włosów- miałam nakładac 5 cm od skóry głowy, alby nie zanieczyścić, "zakleić" skóry głowy, na 20 minut, a raz w tygodniu się z nią przespać :P natomiast tonik- wcierać po umyciu, nie spłukiwać.
i w sumie mój rytuał raz w tygodniu wyglądął tak:
1. umyć włosy szamponem
2. nałożyć maskę na skórę głowy, delikatnie wmasować okrągłymi ruchami, po 15 min. zmyć
3. umyć włosy szamponem, potrzymać 5 minut, zmyć
4. nałozyć maskę 5cm od skóry głowy, potrzymać 20 minut, zmyć
5. wcierać tonik przeciwłupieżowy w skórę głowy, pasmo po paśmie, nie spłukiwać.

także jak widac, miałam co robić :P
gdy maski do skóry głowy nie używałam, po prostu myłam włosy raz szamponem (jak wspominałam- naprzemiennie tymi szamponami), potem maska do włosów i tonik.

ale wracajac: w domu po powrocie, podliczając wszystkie koszty (łacznie z przejazdem busem- ok 70zł), wizyta wyniosła mnie 520zł. noo troche :P 120zł- badanie mikrokamerą, 50zł wizyta, szampony po 62zł, maska bodajrze 82zł, i tonik ok. 90zł. Maskę Matrix dokupiłam na allegro (ale jest już tu wliczona w te 520zł)- kosztowała 67zł za 500ml.
 Kosmetyki (aaa.. tu link:  http://sklep.hairlab.pl/trychologia.html ) zapakowane w ładną, firmową torbę papierową. kolejna wizyta miała odbyć się za 3 miesiące.
potem od razu pojechałyśmy z ciotką do jej salonu żeby ściać mi włosy. sama pani Ania (przemiła, narawdę, bardzo delikatna, polecam!) nie bardzo wiedziała jak je ściąć, żeby się dobrze układały i nie zrobiło sie afro na głowie. umyto mi włosy tymi trychologicznymi kosmetykami, nałożono maskę na głowę, tonik... pamiętam, jak przeżywałam szok- przeczesując włosy na grzebieniu został.... z 5-centymetrowy kłak włosów, sporej wielkości! troche sie przestraszyłam- że włosy tracę, hehe ;P w końcu po zastanowieniach- cieniowanie, długość do szyi. poszło z 30cm tego siana. efekt: ekstra :D wyglądąłam trochę jak dziewczynka, ale naprawdę fajnie :)


I tu już koniec wywodu na temat wizyty. teraz czas na opinie o efektach i kosmetykach.

-SZAMPON PRZECIWŁUPIEŻOWY-
pojemność 200ml, jak wspominałam- 62zł. kolor zielonkawy, miły, miętowy zapach. fajnie się pienił itp. ale- skład... sama chemia po prostu! ( w sumie niedawno zaczęłam się interesować chemią w kosmetykach, wcześniej jakoś używając go nei zwracałam na to uwagi)- sls, chlorek sodu.... fajnie mył :P


-SZAMPON PRZECIW PRZETŁUSZCZANIU
też 200ml., też chemiczny skład. kolor mętny biały, niezbyt przyjemny. też fajnie mył :P

-MASKA DO SKÓRY GŁOWY
taka... "napowietrzniona" trochę, kolor turkusowy, też przyjemny miętowy. pojemność- też ok 200ml. Jednak dokładnie oczyszczała, włosy przyskórze głowy były po niej takie śliskie jakby.

-MASKA MATRIX.
taka.... masłowata,  wydajna. biała. lubię ją. włosy jak się ją zmywa są takie mmmmm cuudownie śliskie! :) i fajnei je nadal pielęgnuje. skład też troche chemiczny, ale nie jakis koszmar.

-TONIK
intensywnie mentolowy, daje baaaardzo przyjemne uczucie chłodu, cudownie mrozi skórę głowy! :D to chyba był mój ulubiony kosmetyk, za to mrożenie właśnie :D

ogólnie o kosmetykach: cudu nie zdziałały aż takiego. faktycznie, teraz włosy mam miękkie (ale nigdy to jedwab nie będzie- przy kręconych się po prostu nie da ;/), wgl ne zniszczone, a porównaniu do tamtych- meeega ładne. sianowate robią się po 3 dniu (a nie wieczne siano), nie mają rozdwojonych końcówek, w ogóle nie są suche. myśle, że to głównie zasługa tego, że ścięłam włosy, chociaż maska też dużo pomogła (i pomaga :)) i chroni je. cd łupieżu- pozbyłam się go, ale, oczywiście, nie na zawsze- niedawno zauważyłam jakby znów wracał :((. cd przetłuszczania- nie ruszyło praktycznie- przetłuszczały się jak wcześniej, a na tym głownie mi zależało, zeby tego sie pozbyć. Maska do głowy- jak jej teraz nie mam to myślę,że jednak fajan była :) może też dlatego, że nie używałam wcześniej tego typu kosmetyku?

Szampony pokończyły mi się w styczniu ,maska do skóry głowy wcześniej- gdzieś w grudniu, tonik po 3 miesiacach. Maske Matrixa mam nadal- wg moich prognóz starczy mi na ok 1,5 roku, bo po 0,5 roku zużyłam dopiero 1/3 opakowania. :)

takze tu tyle o wizycie u trychologa. :) czy warto było? heh, uparłam się wtedy i kropka. szkoda troche pięciu stów, ale cóż zrobić. jakbym się nie przekonała to nie wiedziałabym :) w sumie mam teraz niezniszczone, (chwilowo) bez łupieżu włosy :D








(mam nadzieje ze dodam niedługo jakieś zdjęcia)
ciao ;*

sobota, 16 marca 2013

Witajcie ;)

Witajcie na moim blogu poświęconym ogólnie- życiu nastolatki. Najczęściej będą się pojawiać tu moje opinie, spostrzerzenia, recenzje, opisy czegoś...


Na początek: jestem Patrycja, mam niecałe 18 lat (w czerwcu będę miała :D), chodze do 2. klasy lo na biol-chem-fiz. Mama 6-letniego brata, fajną mame, ojca z którym nie moge złapać kontaktu, 4 kaktusy i Pou na moim LG :P nie mam zwierząt, bo nie chcę i nie lubię- to dodatkowe zajęcie, odpowiedzialność, jak wcześniej wspominałam, mam w sumie Pou :P Nie oglądam tv- nie mma czasu. nie uczę sie prawie wcale- nie chce mi sie. za to godzinami przesiaduje na kompie ;p jaka jestem prywatnie? zakręcona, wiecznie nieogarnięta, jakbym spadła z innego wymiaru.. bezpośrednia, czasem do bólu, ale za to potrafię wysłuchać zwierzń, w miarę możliwości doradzić.
Dlaczego założyłam bloga? w sumei tak dla siebie... mam pamiętnik, mam osobistego bloga, na który zaglądam średnio raz na miesiąc, i chciałam mieć taki jakiś o kosmetykach etp ;p wiem że tego jest może i teraz masa i zgubię sie w tłumie, ale moze czasem wstrzelę się tak, że napiszę o czymś o czym inni nie pisali :P.


tak z góry- przepraszam za literówki jak coś, ale pisze troche szybko i czasem przestawiam litery albo sklejam wyrazy.


a teraz już idę spać, bo dzis byłam z mamą i nasza koleżanką na meeega zakupach, powiem tyle: mama wypłatę wydała xd wszystko stoi na korytarzu nierozpakowane xd poza tym jutro pilnuję brata (mama idzie do pracy...).

także buziaki ;*