BODY WRAPPING
Body wrapping (lub body wrap) polega na dwóch czynnościach. Pierwsza to wmasowanie
w skórę modelującego, ujędrniającego lub antycellulitowego środka.
Wybór jest olbrzymi (i to z naszej stronny główny koszt
przedsięwzięcia), bo zakupić do zabiegu możemy któryś z kremów, żelów i
olejków, zawierających rozmaite substancje czynne: minerały, morska sól, witaminy, algi, olejki eteryczne itd.
Druga część kuracji, to owinięcie ciała folią spożywczą. Owija się albo całe ciało,
od szyi po palce stóp, albo pojedyncze jego partie. Zabiegowi poddawać
można każdą część ciała, nawet wybiórczo (można potraktować jedynie
talię, jeśli tylko obwód w pasie nam się nie podoba). Silny ucisk
wywołany owinięciem pobudza krążenie, a ciepło otwiera pory.
Dzięki temu substancje aktywne z kremu czy żelu głęboko wnikają i
lepiej działają niż takie zwykłe posmarowanie skóry. Celem zabiegu jest
pobudzenie krążenia krwi i limfy, a przez to - wyszczuplenie, wygładzenie, zredukowanie cellulitu, poprawa stanu skóry.
No, to właśnie teoretyczna częsć. niestety, mało jest informacji o tym sposobie w "polskim" internecie, a jeśli jż sie pojawaiją, to same pozytywy. znaczące efekty widać nawet po 2 miesiącach stosowania 2 razy w tygodniu! Więc i ja dzisiaj postanowiłam spróbować :)
Nie wykonywałam na początku żadnego peelingu bo bałam się, żeby nei zaczęła mnie piec skóra. od razu więc nałożyłam na całe nogi papkę (na razie nie zaopatrywałam się w żaden kosmetyk do body wrappingu. najbardziej polecane i chyba najlepsze są te z BingoSpa, zapewne kupię sobie koncentrat algowo- kofeinowy, czy jakoś tak on się nazywa:P), która składała sie ze składników polecanych do własnych mieszanek do domowego zabiegu, czyli: kawy, cynamonu i antycellulitowego balsamu . na 1 nogę zużyłam tak z 2 łyżeczki fusów z kawy, wcześniej zaparzonej( 2 łyżeczki kawy w małej ilości wody), ok. łyżeczki cynamonu i trochę balsamu antycellulitowego. nakładając papkę, oczywiście ubrudziłam moją zieloną wykładzinę... następnie każdą z nóg zawinęłam sama, bo nie mialam nikogo do pomocy. lewą nogę ofoliowałam mocniej niż prawą, i obie zbyt słabo wokół kolan. ofoliowana wskoczyłam pod kołdrę i leżalam chyba z 1,5h. potem zdjęłam folię w łazience, zmyłam zaschniętą kawe wykonując jednocześnie peeling. zobaczymy jakie będa efekty ;)
KERATYNOWE PROSTOWANIE
Wpadłam na nie oczywiście grzebiąc w wątkach o włosach. zachęcona poczytałam o tym, głównie blogi, i zdecydowałam sie na keratynowe prostowanie :) różni się ono tym od chemicznego, ze nie jest ono na zawsze (tylko na ok. 3-6 miesięcy, w zależności jak dbamy o włosy i w jakim są stanie), a włosy po zabiegu są w lepszym stanie niż przed! prostowanie można wykonać w salonie( koszt 300 wzwyż....) lub w domu, duużo tańszym kosztem. są różne firmy oferujące kosmetyki do keratynowego prostowania, jak np. Glogal Keratin, czy właśnie Encanto Brazil. Zdecydowałam się na encanto, ponieważ jest ono popularniejsze, łatwiej dostępne, i nie ma jakiś restrykcyjnych zakazów jak np. niezakładanie włosów za ucho, niewiązanie, spinanie, czy niemycie włosów przez 3 dni...
oryginalny zestaw encanto to 3 kosmetyki po 230 ml bodajrze: szampon, keratyna i odżywka. można oczywiście na allegro zamówić odlewki po 50ml, koszt to ok. 65zł.
Wcześniej musialam zadbać o suszarkę z zimnym nawiewem i prostownicę nagrzewającą się do 230stopni. nie miałam zadnych z tych rzeczy, więc pożyczyłam od koleżanek. wcześniej przygotowałam wszystko: miskę z wodą,. kilka ręczników, coś do zatkania szparek w drzwiach (na wypadek smrodu- czyli rozchodzących się oparów formaldehydu, który niestety jest w encanto....), pędzelki, miseczki, rękawiczki, 2 suszarki (żeby nie przegrzać żadnej), prostownica, maseczka na twarz, spinki, no i kosmetyki. zaczęłyśmy o 9.00 (zabieg wykonywała mama :)). najpierw 3 lub 4 razy umyłam włosy tym szamponem, by dobrze je domyć. odcisnęłam dobrze. potem było nakładanie keratyny. zarzuciłam sobie ręcznik na tył pleców. mama zurzyła całakeratynę, a włosy wcale nie były jakieś nią ociekające... poczekałyśmy 10 min, mama nałożyła pozostałą keratynę na końcówki, poczekałyśmy 5 minut i... suszenie. do sucha, przez godzinę. niektórzy pisza, że zapach formaldechydu tak drażni, że muszą mieć wilgotny ręcznik na twarzy. szczerze poweidziawszy, to mnie bardziej drażniło przy nakładaniu keratyny...po całkowitym wysuszeniu (1h!)przyszedł czas na prostowanie. pasmo po paśmie, 6-7 razy...tu też nic nie drażniło. na prostownicy został brązowy proszek, zresztą gdy podczas suszenia próbowałam rozczesywać nieco włosy( były posklejane w grubsze pasemka, które wewnątrz były jeszcze mokre), to też laciało dużo tego białego proszku. potem mama nałożyła odżywkę, która była dużo gęstsza od wodnistej kearyny. też zużyła całą, ale włosy nią ociekały. poczekałyśmy 15 min i poszłam zmyć "50% odżywki". wydawało mi się to oczywiste i łatwe, ale... niestety. gdy polałam włosy tak holistycznie, to zmyłam moze te 50%, ale tylko z zewnętrznych włosów, podczas na tych spodnich wartwach prawdopodobnie było 100%. skończyło się tak, że polałam te włosy wodą, chwileczkę dosłownie, a potem odcisnęłam w ręczniku, a którym pozostało sporo odżywki. i potem znów suszenie, znów do sucha, tym razem trwało dużo krócej. i znów prostowanie.
cały zabieg trwał od 9.00 do 14.30, mam 30-centymetrowe włosy.
Efekty? hmm :) włosów "zrobiło się" znacznie mniej, dopiero zobaczylam jak ich jest mało, jak są cienkie. są gładziutkie, proste jak druty, i, niestety, troche przylizane i sklapnięte. i jakie lśniące! zupełnie nie jak po prostowaniu! jak z reklamy! (za wyjątkiem końcówek- które idą do obcięcia, bo sa troche powyginane, i odstają. jka na razie jestem zadowolona :D mam nadzieję że efekt się utrzyma (niektórym zabieg już po 1. umyciu się wypłukuje, bo albo został źle przeprowadzony, albo używał feralnych kosmetyków... mam nadzieje, że te kosmetyki były oryginalne, w sumie zamawiane od użytkownika z allegro, o którym dziewczyny z wizażu pisały, że sprzedaje oryginały- czyli od laobera).
jak na razie jestem zadowolona z efektu :) zobaczymy jak włosy będą sie zachowywały po pierwszych myciach :)
Wpadłam na nie oczywiście grzebiąc w wątkach o włosach. zachęcona poczytałam o tym, głównie blogi, i zdecydowałam sie na keratynowe prostowanie :) różni się ono tym od chemicznego, ze nie jest ono na zawsze (tylko na ok. 3-6 miesięcy, w zależności jak dbamy o włosy i w jakim są stanie), a włosy po zabiegu są w lepszym stanie niż przed! prostowanie można wykonać w salonie( koszt 300 wzwyż....) lub w domu, duużo tańszym kosztem. są różne firmy oferujące kosmetyki do keratynowego prostowania, jak np. Glogal Keratin, czy właśnie Encanto Brazil. Zdecydowałam się na encanto, ponieważ jest ono popularniejsze, łatwiej dostępne, i nie ma jakiś restrykcyjnych zakazów jak np. niezakładanie włosów za ucho, niewiązanie, spinanie, czy niemycie włosów przez 3 dni...
oryginalny zestaw encanto to 3 kosmetyki po 230 ml bodajrze: szampon, keratyna i odżywka. można oczywiście na allegro zamówić odlewki po 50ml, koszt to ok. 65zł.
Wcześniej musialam zadbać o suszarkę z zimnym nawiewem i prostownicę nagrzewającą się do 230stopni. nie miałam zadnych z tych rzeczy, więc pożyczyłam od koleżanek. wcześniej przygotowałam wszystko: miskę z wodą,. kilka ręczników, coś do zatkania szparek w drzwiach (na wypadek smrodu- czyli rozchodzących się oparów formaldehydu, który niestety jest w encanto....), pędzelki, miseczki, rękawiczki, 2 suszarki (żeby nie przegrzać żadnej), prostownica, maseczka na twarz, spinki, no i kosmetyki. zaczęłyśmy o 9.00 (zabieg wykonywała mama :)). najpierw 3 lub 4 razy umyłam włosy tym szamponem, by dobrze je domyć. odcisnęłam dobrze. potem było nakładanie keratyny. zarzuciłam sobie ręcznik na tył pleców. mama zurzyła całakeratynę, a włosy wcale nie były jakieś nią ociekające... poczekałyśmy 10 min, mama nałożyła pozostałą keratynę na końcówki, poczekałyśmy 5 minut i... suszenie. do sucha, przez godzinę. niektórzy pisza, że zapach formaldechydu tak drażni, że muszą mieć wilgotny ręcznik na twarzy. szczerze poweidziawszy, to mnie bardziej drażniło przy nakładaniu keratyny...po całkowitym wysuszeniu (1h!)przyszedł czas na prostowanie. pasmo po paśmie, 6-7 razy...tu też nic nie drażniło. na prostownicy został brązowy proszek, zresztą gdy podczas suszenia próbowałam rozczesywać nieco włosy( były posklejane w grubsze pasemka, które wewnątrz były jeszcze mokre), to też laciało dużo tego białego proszku. potem mama nałożyła odżywkę, która była dużo gęstsza od wodnistej kearyny. też zużyła całą, ale włosy nią ociekały. poczekałyśmy 15 min i poszłam zmyć "50% odżywki". wydawało mi się to oczywiste i łatwe, ale... niestety. gdy polałam włosy tak holistycznie, to zmyłam moze te 50%, ale tylko z zewnętrznych włosów, podczas na tych spodnich wartwach prawdopodobnie było 100%. skończyło się tak, że polałam te włosy wodą, chwileczkę dosłownie, a potem odcisnęłam w ręczniku, a którym pozostało sporo odżywki. i potem znów suszenie, znów do sucha, tym razem trwało dużo krócej. i znów prostowanie.
cały zabieg trwał od 9.00 do 14.30, mam 30-centymetrowe włosy.
Efekty? hmm :) włosów "zrobiło się" znacznie mniej, dopiero zobaczylam jak ich jest mało, jak są cienkie. są gładziutkie, proste jak druty, i, niestety, troche przylizane i sklapnięte. i jakie lśniące! zupełnie nie jak po prostowaniu! jak z reklamy! (za wyjątkiem końcówek- które idą do obcięcia, bo sa troche powyginane, i odstają. jka na razie jestem zadowolona :D mam nadzieję że efekt się utrzyma (niektórym zabieg już po 1. umyciu się wypłukuje, bo albo został źle przeprowadzony, albo używał feralnych kosmetyków... mam nadzieje, że te kosmetyki były oryginalne, w sumie zamawiane od użytkownika z allegro, o którym dziewczyny z wizażu pisały, że sprzedaje oryginały- czyli od laobera).
jak na razie jestem zadowolona z efektu :) zobaczymy jak włosy będą sie zachowywały po pierwszych myciach :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz